Blog > Komentarze do wpisu
"Smak świeżych malin" / "Zielone jabłuszko" Izabela Sowa

Pani Sowa odczekała się na recenzję chyba z miesiąc, ale ostatnio jakoś ciężko mi się zebrać do pisania. Temperatura otoczenia wywołuje u mnie niemoc umysłową — najpewniej na skutek roztopienia się, a następnie zagotowania szarych komórek.

Tak się jakoś dziwnie złożyło, że nigdy wcześniej nie czytałam żadnej książki Izabeli Sowy, chociaż szał na owocową trylogię przypadł akurat na czas moich studiów i każda koleżanka dzierżyła swój egzeplarz. Wtedy się jednak zaczytywałam ambitnie w "Nędznikach" Hugo (rewelacja, swoją drogą) i nie zamierzałam "zniżać" do litetratury popularnej, kobiecą zwanej, a poza tym nigdy nie lubiłam iść za tłumem. Jakiś czas temu dopadła mnie jednak chęć na coś lekkiego i polskiego, więc porwałam Sowę z biblioteki.

Zaczęłam od "Smaku świeżych malin". Książka to w istocie lekka nadzwyczaj, bo cała treść po kilku tygodniach wyparowała z mojej głowy. Nie da się ukryć, że targetem są ludzie w wieku około studenckim — mnie dylematy bohaterki-studentki, o apetycznym imieniu Malina, wydawały się boleśnie infantylne, czułam się przy niej stara, zgrzybiała i mądra ;) Chyba nawet jeszcze młodą i piękną studentką będąc, nie mogłabym się z nią utożsamić. Przy tym wszystkim jednak nie można odmówić autorce lekkiego i sprawnego pióra, a także dużego poczucia humoru, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko i pozostawia ona po sobie pozytywne wrażenie, nawet jeśli niewiele więcej.

Dużo bardziej podobało mi się "Zielone jabłuszko" — książka, jak się okazało, wbrew mylącemu tytułowi nie będąca częścią trylogii, a do tego przeznaczona dla czytelnika jeszcze młodszego, bo nastoletniego. Bohaterka, 15-letnia Ania Kropelka, mieszka razem z dziadkami w miasteczku romantycznie zwanym Bajklandią. Nazwa kojarzy się z miejscem radosnym i kolorowym, ale to tylko złudzenia, bo akcja ma miejsce w okolicach 1986 r., a rzeczywistość jest szaro-bura i peerelowska. Ania przeżywa problemy typowe dla swojego wieku: nieporozumienia w szkole, kłopoty ze źle wybraną przyjaciółką, budzące się uczucie do kolegi, ale także charakterystyczne dla epoki, w której przyszło jej żyć, a które są niepojęte dla dzisiejszych nastolatków, jak choćby braki WSZYSTKIEGO w sklepach, powszechny pęd emigracyjny do Ameryki, który zabrał jej matkę, a także jedynie słuszne oficjalne poglądy wyznawane przez wielu dorosłych. Tło historyczne podobało mi się w tej książce najbardziej. Autorka sportretowała je nader sprawnie, posiłkując się  ironicznym poczuciem humoru w dużej dawce, dzięki czemu dzieje Ani nie stały się ani ponurą martyrologią, ani pustą komedyjką. Myślę, że to bardzo pouczająca lektura dla współczesnych rówieśników bohaterki, a dla dorosłych — podróż nieco sentymentalna, pozwalająca jednak przypomnieć sobie, że nie zawsze "za moich czasów wszystko było lepsze".

wtorek, 13 lipca 2010, lilybeth

Polecane wpisy

kontakt: edytamo@gmail.com


Klasyka Młodego Czytelnika Spis moli


Co czytać?

Lubię czytać


Fight World Hunger