Blog > Komentarze do wpisu
"Księgi nomów" Terry Pratchett

Ta książka nie miała szczęścia do recenzji, przeczytałam ją chyba 2 tygodnie temu i jakoś nie mialam okazji opisać na blogu. Zapomnienie nie wynikło z niechęci, wprost przeciwnie, doskonale się przy niej bawiłam. Dotąd byłam wielbicielką "Świata Dysku", zdarzało mi się czytać coś spoza cyklu, chyba głównie o Johnnym Maxewllu, ale te pozycje podobały mi się mniej, więc do sięgnięcia po nomy jakoś nie mogłam się przekonać. Aż spotkałam w bibliotece "Księgi nomów", tom zawierający w sobie całą trylogię: "Nomów księgę wyjścia", "Nomów księgę kopania" i "Nomów księgę odlotu".

Nomy to malutkie człekopodobne stworki żyjące w naszym świecie, ale przez ludzi nie dostrzegane. Przynajmniej nie świadomie — ale skądś się wzięły opowieści o krasnoludkach, prawda? Tyle, że nomy nie noszą czerwonych czapeczek, nie mają białych bródek i nie mieszkają w grzybkach. Żyją tylko 10 lat, ale za to dwa razy szybciej niż ludzie. Spora populacja tych istot zamieszkuje przestrzeń pod podłogą wielkiego sklepu, który dla nich stanowi cały świat. Toteż z wielką nieufnością witają grupkę nomów pod wodzą Masklina, która pewnego dnia zjawia się nie wiadomo skąd (podobno z zewnątrz sklepu, ale jak każdy szanujący się nom wie, nie ma żadnego zewnątrz, życie istnieje tylko wewnątrz). Co więcej, okazuje się że sklep ma zostać zlikwidowany i wszyscy muszą go opuścić (to tak jakby ludziom ogłosić, że planowana jest likwidacja Ziemi). Czy założyciel sklepu (a więc stworzyciel wszystkiego) Arnold Bro uratuje ich świat, czy może nomy będą musiały posłuchać Masklina i udać się na szaleńczą wyprawę poza jego granice (w dodatku tak, żeby pozostać niezauważonym przez człowieka)? Do czego służy tajemnicza czarna skrzynka przywleczona przez grupę Masklina, która nagle ożywa po setkach lat milczenia? I skąd właściwie wzięły się nomy w świecie, w którym nic nie jest w ich rozmiarze? Czyżby to nie był ich świat?

Przyznaję, że najbardziej podobała mi się pierwsza księga, ze względu na świeżość pomysłu i, jak to u Pratchetta, ukryte odwołania do ludzkiej rzeczywistości i mentalności (ta odmowa przyznania, że istnieje coś poza światem, który znają, mimo oczywistych dowodów!). Dalsze tomy były już bardziej przygodowe, niemniej i tak dobrze się je czytało. Nadają się też dla młodszego czytelnika, chociaż niektóre aluzje pewnie łatwiej będzie wyłapać dorosłym.  W każdym razie wielbiciele humoru Pratchetta nie powinni narzekać.

czwartek, 01 lipca 2010, lilybeth

Polecane wpisy

kontakt: edytamo@gmail.com


Klasyka Młodego Czytelnika Spis moli


Co czytać?

Lubię czytać


Fight World Hunger