Blog > Komentarze do wpisu
Uczta wizualna

Rok 2010 zaczął się dla mnie niezwykle korzystnie pod względem kinowym – oba filmy, które zobaczyłam na dużym ekranie stanowiły ucztę dla oczu.

Parnassus (ang. The Imaginarium of Doctor Parnassus) Terry'ego Gilliama polecam gorąco, zwłaszcza wielbicielom jego talentu, bo tworzy on jednak kino dość specyficzne i nie każdemu musi przypaść do gustu. Ja się jak dotąd na nim nie zawiodłam. Chętnym do zapoznania się z jego twórczością polecam zwłaszcza "Brazil", "12 małp" i "Przygody barona Munchausena".

Tytułowy Parnassus, grany przez świetnego Chrisophera Plummera (żeby się nie powtarzać — każdy aktor w tym filmie grał rewelacyjnie) zawarł wiele lat (a może wieków) temu pakt z diabłem. I to nawet nie jeden. Kiedy, zgodnie z umową, diabeł pojawia się, by zabrać córkę Parnassusa (prześliczna Lily Cole), która właśnie kończy 16 lat, jej ojciec, przyjaciel i pewien przygodnie "napotkany" tajemniczy mężczyzna (nieodżałowany Heath Ledger i... nie tylko) podejmują z nim walkę na czas. Brzmi dziwnie? Więc dodajcie do tego jeszcze wiekowy, wędrowny teatr – tytułowe imaginarium — w którym każdy może wejść, dosłownie, w świat własnej wyobraźni, nieświadomie biorąc udział w walce między dobrem a złem.

De gustibus non est disputandum, ale dla mnie każdy szczegół w tym filmie był idealnie dopracowany i po prostu piękny. Z radością obejrzałabym go po raz kolejny.



O "Avatarze" Jamesa Camerona zapewne słyszeli wszyscy. Film o gigantycznym budżecie miał stanowić rewolucję w technice 3D, w obliczu czego fabuła schodziła na drugi plan. Jeśli chodzi o ładne obrazki, jestem niestety jak dziecko, więc bez względu na ewentualne braki fabularne, pognałam do kina.

Nie było wcale tak źle. Dla aktorów nie były to pewnie kreacje życia — jeśli chodzi o głębię postaci — ale też nie na to położono nacisk w scenariuszu. Opis akcji nie brzmi imponująco: oto były komandos, obecnie niepełnosprawny, dostaje propozycję wzięcia udziału w akcji naukowej na odległej planecie o nazwie Pandora. Naukowcy stworzyli tam z ludzkich i tubylczych komórek ciała przypominające do złudzenia mieszkańców Pandory (czyli avatary). Ciała nie posiadają własnej świadomości, ta jest za pomocą skomplikowanych i bardzo-naukowo-wyglądających machin użyczana przez ludzkich naukowców, w tym bohatera. Dzięki temu mogą bliżej zbadać planetę, która jest śmiertelnie niebezpiecznego dla ludzi. Niestety, jak się okazuje, cel ekspedycji jest daleki od naukowego.

Ku mojemu zaskoczeniu całość okazała się zdumiewająco zgrabną bajką, z pozytywnym i bardzo bliskim mi przesłaniem: nie można pozwolić, żeby światem rządziły pieniądze i żeby w ich imieniu niszczono cudze życie, obcą kulturę i fantastyczną przyrodę. Od razu mi się kilka obecnie prowadzonych wojen kojarzy...

Trzeba przyznać, że artyści koncepcyjni mogli sobie poszaleć przy produkcji "Avatara". Świat Pandory jest cudownie piękny, a zarazem nieprawdopodobnie realistyczny. W dodatku, ponieważ była to moja pierwsza wizyta w kinie 3D, musiałam się bardzo hamować, żeby nie próbować "łapać" przedmiotów na ekranie... Polecam, chociaż zdecydowanie jako film do obejrzenia w kinie - na małym ekranie całość prawdopodobnie traci jakieś 3/4 uroku.

czwartek, 21 stycznia 2010, lilybeth

Polecane wpisy

kontakt: edytamo@gmail.com


Klasyka Młodego Czytelnika Spis moli


Co czytać?

Lubię czytać


Fight World Hunger